środa, 20 sierpnia 2014

Rozdział 4

    Laura 


 Koszmar minionych lat  który mnie dręczył, odbił się na snach, miejscu gdzie mogłam marzyć i być szczęśliwa.
Znów byłam pięcioletnim dzieckiem. Ten sam roztrzaskany samochód co przed laty. Tyle samo krwi. Po raz kolejny widziałam swojego tatę. Był ranny. Chciałam mu pomóc ale niestety nie mogłam się ruszyć a tym bardziej krzyczeć.
W końcu obudziłam się z płaczem. Byłam mokra od potu , rude kosmyki włosów przykleiły się do mojego bladego czoła.  Zamrugałam kilka razy i przypomniałam sobie o czym śniłam. Sama myśl o tym wypadku napawała mnie przerażeniem. Obróciłam się na bok i starałam się chodź na chwilę jeszcze zmrużyć oczy. Niestety na próżno. Nie mogłam się przemóc by znów zasnąć. Bałam się tego snu który prześladuje mnie prawie każdej nocy, od którego nie ma ucieczki. Tamte wydarzenia przypominają mi że jest słabym człowiekiem i nic nie może zrobić.
     Jakiś czas temu tata zaprowadził mnie do psychologa. Chciał mi pomóc uporać się z przeszłością. Nie chciałam tam iść, byłam pewna  że sama sobie poradzę, a złe sny miną z wiekiem ale od tamtych wydarzeń minęło już tyle czasu, prawie trzynaście lat.   
Psycholog po wysłuchaniu mnie stwierdziła że ten wypadek uczynił mnie silniejszą. To była chyba największa bzdura jaką kiedykolwiek słyszałam. Według niej, to co wydarzyło się w przeszłości powinno być dla mnie cenną lekcją. Babka chyba minęła się z powołaniem. Nawet nie potrafiła powiązać mojej fobii przed krwią z tym wypadkiem. Na kolejną umówioną wizytę już nie poszłam, ojciec nie dziwił mi się.  
Bardzo chciałabym się uwolnić od tego koszmaru. Mam dosyć tego że jak we śnie patrze na swoją rękę to jest ona zakrwawiona i bardzo boli, oraz tego że chcę krzyczeć a nie mogę wydusić z siebie żadnego dźwięku, ani tym bardziej się poruszyć.  Potem po kilku sekundach wszystko zaczyna  się rozmazywać, ostrość widzenia staje się coraz słabsza. Nastaje ciemność ... Niepokojąca ciemność ...
     Czasami mam takie wrażenie że te długie miesiące spędzone w szpitalu przechodzące już w lata nauczyły mnie tego, jak kruche jest ludzkie życie. Wystarczy jedna chwila aby nasz świat runął jak domek z kart. 
Ten wypadek zniszczył wszystko, niewiele brakło abym zginęła. Straciłam większość wspomnień sprzed tej katastrofy. Pierwsze dni po wybudzeniu się były koszmarem. Nie wiedziałam jak się nazywam, gdzie mieszkam, nawet nie rozpoznałam taty. Dopiero po jakimś czasie zaczęłam co nieco kojarzyć. 
Do dwunastego roku życia można powiedzieć że mieszkałam w szpitalu. Przez moje niezbyt długie życie nacierpiałam się bardzo dużo ale zawsze był przy mnie tata. 
Dorota nie przejęła się moim  losem. Nie pofatygowała się nawet do własnej córki. Do dzisiaj mam jej to za złe. Całe życie dorastałam w przekonaniu że kiedyś się odezwie i będziemy jak ta matka i córka co są  przedstawiane w niskobudżetowych serialach. Niestety prawdziwe życie to nie jakiś durnowaty film.

    Starałam się iść najszybciej jak potrafię. Gnałam niewielkimi uliczkami tego małego miasteczka wymijając przechodniów jak pachołki. Od szkoły dzielił mnie jeszcze prawie kilometr. Zdezorientowana zatrzymałam się na rynku i spojrzałam na zegarek. Pierwsza lekcja już się zaczęła więc nie warto się spieszyć bo i tak nie zdążę.
Zwolniłam kroku i z większym zaciekawieniem zaczęłam przyglądać się witrynom  sklepowym. Mój wzrok przykuła wystawa pewnej księgarni na której znajdowała się biografia pewnego polskiego kierowcy. Na jej okładce widniał Robert Kubica. Wesoła i uśmiechnięta chuda twarz spoglądała na mnie. Niby typowy wygląd pokerzysty ale zdradza go jedno- oczy które są bardzo roześmiane.
Pamiętałam go tylko i wyłącznie z dzieciństwa. Mieszkaliśmy naprzeciw siebie i bardzo się lubiliśmy. Od czasu kiedy wyjechał nie mam z nim kontaktu. Przez te trzynaście lat nie rozmawiałam z nim, każdy z nas ułożył sobie życie od nowa.
Widziałam go ostatnio w 2006 roku podczas wyścigu we Włoszech. Zajął wtedy trzecie miejsce. Po wyścigu chciałam  do niego podbiec i się przywitać, w końcu nie widzieliśmy się tyle czasu. Jednak w połowie dystansu zatrzymałam się. Właśnie wtedy zdałam sobie sprawę że jest mi całkiem obcy, praktycznie nie znałam go i nie wiedziałam czy zmienił się na lepsze czy na gorsze. Wtedy mnie zauważył. Wstał z miejsca gdzie rozdawał autografy i spojrzał na mnie swoimi zielonymi oczami. Po chwili ruszył w moją stronę. Spanikowałam i schowałam się w najbliższej łazience w której przesiedziałam chyba z pół godziny aby mieć pewność że sobie poszedł. Po tym wszystkim wróciłam do garażu Ferrari i udawałam jakby nic się nie stało. 
    Po tym co się stało we Włoszech kilka razy pisałam do niego list. Chciałam mu wyjaśnić dlaczego się nie odzywałam ale zabrakło mi odwagi aby go wysłać. Doszłam do wniosku że nie powinnam rozdrapywać starych ran. Zawsze chciałam zerwać  z przeszłością ale ta mi nigdy nie dawała spokoju. Każdy z nas miał już ułożone życie więc po co było je zmieniać? Raz napisałam krótki list. Do dzisiaj nie odpowiedział.
Powolnym krokiem zawlokłam się do szkoły. Z daleka ujrzałam charakterystyczną bramę a potem dobrze znany mi budynek.k iedy weszłam do szkoły to czułam na sobie oczy wszystkich znajdujących się na korytarzu i słyszałam jakieś szepty. Nie wiedziałam o co chodzi. Podświadomie zaczęłam myśleć że się czymś ubrudziłam albo rozczochrałam się. No nic. Szłam dalej. Przy szafce spotkałam Miszę i Japońca i  wtedy to się zaczęło 
- O co chodzi ? - zapytałam zdejmując kurtkę 
- O co chodzi !- wrzasnął Japoniec - Jak to nie wiesz o co chodzi ? Cała szkoła o tym mówi! 
- O czym ? - zapytałam. Myślałam że dalej śpię. 
- Że byłaś wczoraj w kinie i Znienawidzona cię widziała! 
- No byłam i widziałam ją. Nawet się z nią pokłóciłam.A co nie wolno mi ? 
- Ale byłaś podobno z jakimś starszym facetem - wtrącił się Misza - Takim po sześćdziesiątce. Kupił ci bilety! Przez cały film całowaliście cię ! 
- Co ! - wrzasnęłam tak ze pewnie cała szkoła usłyszała. Ostatnio lubię chyba krzyczeć. - Kto tak powiedział ?
- Znienawidzona - Powiedzieli obydwaj  
- I wy jej w to wierzycie ?- byłam coraz bardziej dociekliwa - Byłam w kinie ale SAMA ! Co jeszcze mówiła ?
- No że ... - dukał Misza
- Powiedz to! - warknęłam
-  ...no że się sprzedajesz ! - ściszył głos
W tym momencie miałam ochotę ukatrupić tą małpę na miejscu.
- Ile osób wie ? - zapytałam drżącym głosem
- Cała szkoła praktycznie - odpowiedział Japoniec.

Największy koszmar zaczął się na stołówce, podczas przerwy obiadowej.
Nieświadoma niczego siedziałam na parapecie i jadłam jogurt. W uszach miałam słuchawki. przez chwilę wierzyłam że muzyka choć odrobinę poprawi mi nastrój ale nawet ulubione piosenki nie były w stanie mnie rozweselić.
W pewnym momencie zauważyłam że nie mam przy sobie mojego plecaka. Nie mógł zostać na korytarzu ani w klasie bo przed chwilą był przy mnie.
Zerwałam się z miejsca i zaczęłam go szukać. Po chwili ktoś mocno pociągnął mnie za rękę,  tak że prawie upadłam.
-To twoje ?  - Moim oczom ukazała się Znienawidzona. W ręce trzymała mój plecak. Na jej twarzy widniał złośliwy uśmieszek.
-Tak! Oddaj mi to! - wrzasnęłam. Czułam na sobie wzrok całej szkoły.  W pomieszczeniu zapadła grobowa cisza, co chwilę  przerywana przez szepty.
- Co my tu mamy ... - Znienawidzona odsunęła zamek   i zaczęła  grzebać w moim plecaku. Po chwili na podłodze znalazły się książki, niebieski badziewny piórnik z jakimś misiem który kupiłam kilka lat temu, szkolna legitymacja, moje drugie śniadanie i ... - No no nie podejrzewałam cię o to - wydała z siebie okrzyk zdumienia. Trzymała w ręce małe białe pudełko z moimi lekami na alergię. -  Patrzcie, przecież to ćpunka!
- Co proszę ? - zdziwiłam się
- Zamknij się! - uciszyła mnie gestem - Pozwolisz że zachowam to sobie.
Stołówka wypełniła się od szeptów. Jest gorzej niż myślałam.
-Nie rób sobie jaj - powiedziałam łagodnym głosem- Oddaj mi to !
- A proszę bardzo - kopnęła plecak z całej siły - teraz możesz to sobie wziąć.
Wszyscy wybuchnęli śmiechem. Spojrzałam na Miszę i Japońca. Na ich twarzach widniało przerażenie. Nikt mi już nie pomoże. Jestem na przegranej pozycji.


Przez cały dzień w głowie miałam tylko jedno słowo: " ćpun ". Dlaczego tak mnie nienawidzą? Co ja im takiego zrobiłam? Nie mogą się na kimś innym wyżywać ? Udaję że olewam te ich zaczepki ale w środku to tak bardzo boli. Zabrali mi moją dumę, honoru też trochę odebrali. Przez ostatnie wydarzenia czuje się jakbym była nikim.  Moja samoocena spadła do zera.
-Ej ty ćpunie ! - Nowa krzyknęła w moją stronę 
Nie reagowałam. Wolałam udawać że ich po prostu nie ma. Kompletne ignorowanie
- Pewnie znów jakiś Acodin brała- kontynuowała - Chyba z dziesięć paczek i  przez to nie kontaktuje.
- Założę się że jest w krainie jednorożców - dodał rozbawiony Filip - Teraz jeździ na nich albo nie ... skacze z kwiatka na kwiatek! Tak jak pszczółka Maja!
Teraz nie wytrzymałam. Chciałam wstać ale nie mogłam. Jakiś debil przywiązał mnie jakimiś żyłkami za szlufki do krzesła! To już było przegięcie.
-I co ? - wrzasnął Filip- Nawet nie zauważyła! Ja chce moje dwie dychy.
      Przed południem nie wytrzymałam tego i uciekłam ze szkoły. Do domu dotarłam piechotą. Przemarznięta i przemoczona otworzyłam drzwi. W środku nikogo nie było. Może to i lepiej? Nie chcę by ktoś zobaczył mnie w takim stanie. Pobiegłam na górę do swojego pokoju. Rzuciłam się na łóżko i na dobre się rozryczałam. Najbardziej mnie bolało to że nikt nie próbował nawet stanąć w mojej obronie. Osoby które uważałam za przyjaciół udawały że mnie nie znają. Ani Misza ani Japoniec nie próbowali mi pomóc tylko trzymali się ode mnie z daleka, z resztą jak wszyscy. . . 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz