Robert
- Mruczek ! Cholera jasna !
Nie wiem dlaczego ten tłusty rudy kocur musi pchać się pod nogi kiedy akurat ja wchodzę do domu!
Podniosłem się z podłogi i otarłem kolana. Kot siedział zadowolony na komodzie i głośno mruczał.
- I z czego śmiejesz się ty durny kocie? - posłałem mu wrogie spojrzenie - Aż tak ci wesoło ?
Mruczek mieszka z nami od dwóch lat. Jako mały kociak został znaleziony przez Edytę na śmietniku. Mógł mieć wtedy najwyżej kilka dni i trzeba go było karmić specjalną strzykawką. Szybko zyskał naszą sympatię i zadomowił się tu na dobre. Nie wiem dlaczego poprzedni właściciel się go w taki okropny sposób pozbył. Ciekawi mnie co mu przeszkadzało. Obecność tak uroczego kociaka czy to że nie jest rasowy ? Nie potrafię zrozumieć ludzi dla których liczy się tylko rodowód. Przecież taki prosty dachowiec też potrafi być takim samym przyjacielem jak ten rasowy.
- O, już wróciłeś ? - Edyta wychyliła się z kuchni
- Ten kot próbuje mnie chyba zabić - podsumowałem to co się przed chwilą stało
- Przesadzasz. To tylko kot a nie jakiś morderca - uśmiechnęła się - Przyszedł list do Ciebie.
- Poważnie ? - zdziwiłem się, bo kto dzisiaj je pisze. Rachunki? Listy miłosne? Mandat do zapłacenia ? Cholera wie ...
Sięgnąłem po kopertę która leżała na komodzie po czym obejrzałem ją dokładnie. Nie była ona jakaś szczególna. Nadawcą okazał się mój ojciec. Kiedy ją otworzyłem to na podłogę wypadły zdjęcia. Schyliłem się by je pozbierać.
Były to fotografie z jego dzieciństwa, kiedy jeszcze mieszkałem w Krakowie.Zbierając je przyglądałem się dokładnie mniej lub bardziej znajomym twarzom. Przypomniałem sobie wygląd dawnych kolegów z którymi spędzałem czas na podwórku. Wszystkie dobre wspomnienia wróciły.
Nagle moją uwagę przykuło zdjęcie przedstawiające rudowłosą pięciolatkę z twarzą umazaną w serniku mojej mamy. Obok siedziałem ja i w spokoju wcinałem swój kawałek ciasta.
Na kolejnym zdjęciu też była ona. Tym razem siedziała w gokarcie i szczerzyła swoje niepełne uzębienie do aparatu. Pod pachą trzymała kask który był niewiele mniejszy od niej
Jej postać znalazła się jeszcze na kilku fotografiach.
Laura, bo tak miała na imię ta rudowłosa dziewczynka była dla mnie kimś w rodzaju młodszej siostry. Mieszkaliśmy drzwi w drzwi. Ja z rodzicami, ona ze swoim ojcem który starał się ją samotnie wychować.
Pamiętałem dokładnie czas kiedy się prowadzili na ich osiedle. Było wtedy chłodne lato. Miałem wtedy bodajże jedenaście lat. Laura od razu upatrzyła sobie mnie jako sojusznika być może dlatego że tylko ja miałem pojecie o czym mówi. Ów dziecko lubiło wyścigi samochodowe i wszystko co z nimi związane. Nie wierzyłem jak taka mała głowa może pomieścić tyle informacji. Nie lubiła się bawić w dom. Przynajmniej tyle mniej mojego cierpienia. Ogólnie była bardzo mądrą i sprytną dziewczynką. Niestety mimo tego nie była zbyt lubiana przez swoich rówieśników. Koleżanki często naśmiewały się z jej nienaturalnie rudych włosów. Przez to Laura cały czas chodziła smutna. Nikt nie umiał jej pocieszyć.
Po pewnym czasie zacząłem traktować ją jak własną siostrę. Jej ojciec wiecznie pracował więc spędzała w mieszkaniu moich rodziców dużo czasu. Czasami była upierdliwa ale nie dało jej się nie lubić. Ot taka młodsza siostrzyczka.
- Kto to jest ? - Zapytała Edyta kucając obok mnie
- Moja tak jakby młodsza siostra ...
- Naprawdę - przerwała mi - Myślałam że nie masz rodzeństwa.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać - dodałem smutno - Wyjaśnię ci to wszystko kiedy indziej , obiecuję .
Przez resztę dnia bez celu snułem się po domu jak duch. Sprawa z Laurą nie dawała mi spokoju. Teraz pojawiły się te bolesne wspomnienia, których staram się unikać. Próbowałem sobie ten dzień kiedy wyjeżdżałem do Włoch.Wtedy po raz ostatni widziałem ją żywą.
Był wczesny ranek. Laura stała wtedy obok i nie ciała mnie puścić. Było mi przykro że muszę ją zostawić. Najchętniej to bym ją zabrał ze sobą. Wziąłem swoją torbę i zszedłem na dół po schodach. Uścisnąłem ją ostatni raz i wtedy powiedziała :"Obiecaj że wrócisz"
Wsiadłem do samochodu i wpatrywałem się w postać rudej dziewczynki która stawała się coraz mniejsza a potem znikła za budynkami.
Do Krakowa wróciłem końcem października. Dziwne... pisałem do Laury że przyjadę a ta nie zjawiła się u nas w domu jak to miała w zwyczaju dawniej robić. Spędziłem długie godziny siedząc w oknie i wyglądając jej. Po bodajże tygodniu zapytałem rodziców co się z nią dzieje. Wtedy przekazali mi że zaraz po moim wyjeździe Laura miała wypadek. Nie byli pewni czy ona żyje. Postanowiłem porozmawiać z właścicielką mieszkania, które wynajmował jej ojciec. Jeszcze tego samego dnia udało mi się porozmawiać z panią Barbarą.
- Ostatnio widziałam go w połowie sierpnia - przyznała - Wyglądał strasznie, zabrał tylko rzeczy i cholera wie gdzie pojechał.
- A Laura ? - dopytywałem się
- Był bez niej. Sądząc po zachowaniu jej ojca to wydaje mi się że ona nie żyje ...
Te słowa siedzą mi w głowie do dziś . Z biegiem czasu zacząłem to rozumieć. Ojciec po stracie córki, wyprowadził się, chciał uciec od bolesnych wspomnień. Trudno mi było przyjąć do wiadomości że osoba którą traktowałem jak własne rodzeństwo nie żyje.
Kiedyś zdarzyło się coś niezwykłego. Było to podczas Grand Prix Włoch w 2006 roku. Wydawało mi się wtedy że ją wydziałem, tam na wyścigu. Nie była już dzieckiem, tylko nastolatką. Był to tylko jeden moment kiedy jej jasnorude włosy wyróżniły się z pośród tłumu. Zerwałem się wtedy z miejsca gdzie rozdawałem autografy i pobiegłem w jej stronę. Zniknęła. Stałem tam jak jakiś dureń. Czy aż tak za nią tęskniłem że ją sobie wyobraziłem? Czy widziałem wtedy jej ducha? Do dzisiaj nie mogę sobie tego racjonalnie wytłumaczyć.
- Nad czym tak dumasz ? - głos Edyty wyrwał mnie z rozmyślań.- Czy stało się coś ?
- Nie, nic ... - odpowiedziałem po czym dalej wpatrywałem się w okno. Obserwowałem jadące samochody. Z drugiego piętra doskonale widziałem to co się dzieje na dole.
- Moja tak jakby młodsza siostra ...
- Naprawdę - przerwała mi - Myślałam że nie masz rodzeństwa.
- Nie chcę teraz o tym rozmawiać - dodałem smutno - Wyjaśnię ci to wszystko kiedy indziej , obiecuję .
Przez resztę dnia bez celu snułem się po domu jak duch. Sprawa z Laurą nie dawała mi spokoju. Teraz pojawiły się te bolesne wspomnienia, których staram się unikać. Próbowałem sobie ten dzień kiedy wyjeżdżałem do Włoch.Wtedy po raz ostatni widziałem ją żywą.
Był wczesny ranek. Laura stała wtedy obok i nie ciała mnie puścić. Było mi przykro że muszę ją zostawić. Najchętniej to bym ją zabrał ze sobą. Wziąłem swoją torbę i zszedłem na dół po schodach. Uścisnąłem ją ostatni raz i wtedy powiedziała :"Obiecaj że wrócisz"
Wsiadłem do samochodu i wpatrywałem się w postać rudej dziewczynki która stawała się coraz mniejsza a potem znikła za budynkami.
Do Krakowa wróciłem końcem października. Dziwne... pisałem do Laury że przyjadę a ta nie zjawiła się u nas w domu jak to miała w zwyczaju dawniej robić. Spędziłem długie godziny siedząc w oknie i wyglądając jej. Po bodajże tygodniu zapytałem rodziców co się z nią dzieje. Wtedy przekazali mi że zaraz po moim wyjeździe Laura miała wypadek. Nie byli pewni czy ona żyje. Postanowiłem porozmawiać z właścicielką mieszkania, które wynajmował jej ojciec. Jeszcze tego samego dnia udało mi się porozmawiać z panią Barbarą.
- Ostatnio widziałam go w połowie sierpnia - przyznała - Wyglądał strasznie, zabrał tylko rzeczy i cholera wie gdzie pojechał.
- A Laura ? - dopytywałem się
- Był bez niej. Sądząc po zachowaniu jej ojca to wydaje mi się że ona nie żyje ...
Te słowa siedzą mi w głowie do dziś . Z biegiem czasu zacząłem to rozumieć. Ojciec po stracie córki, wyprowadził się, chciał uciec od bolesnych wspomnień. Trudno mi było przyjąć do wiadomości że osoba którą traktowałem jak własne rodzeństwo nie żyje.
Kiedyś zdarzyło się coś niezwykłego. Było to podczas Grand Prix Włoch w 2006 roku. Wydawało mi się wtedy że ją wydziałem, tam na wyścigu. Nie była już dzieckiem, tylko nastolatką. Był to tylko jeden moment kiedy jej jasnorude włosy wyróżniły się z pośród tłumu. Zerwałem się wtedy z miejsca gdzie rozdawałem autografy i pobiegłem w jej stronę. Zniknęła. Stałem tam jak jakiś dureń. Czy aż tak za nią tęskniłem że ją sobie wyobraziłem? Czy widziałem wtedy jej ducha? Do dzisiaj nie mogę sobie tego racjonalnie wytłumaczyć.
- Nad czym tak dumasz ? - głos Edyty wyrwał mnie z rozmyślań.- Czy stało się coś ?
- Nie, nic ... - odpowiedziałem po czym dalej wpatrywałem się w okno. Obserwowałem jadące samochody. Z drugiego piętra doskonale widziałem to co się dzieje na dole.
- Martwię się o ciebie - stała tuż obok i starała się mnie przytulić.
Edytę tak naprawdę poznałem w szpitalu. W wieku osiemnastu lat miałem wypadek samochodowy. Dzięki temu, że jakiś kierowca wsiadł pijany do samochodu musiałem kilka dni spędzić na oddziale chirurgicznym. Tą niedolę dzieliłem z bratem Edyty, który jechał wtedy wraz ze mną.W tamtym czasie zauważyłem że moja obecna narzeczona zamiast zajmować się bratem wolała rozmawiać ze mną. Kiedy opuściłem szpital to zaczęliśmy się spotykać. Jesteśmy już razem trochę czasu więc to zrozumiałe że się o mnie martwi.
- Nic się nie dzieję - starałem się ja uspokoić.
- Przecież widzę - nie dawała za wygraną - Kim ona była?
Wcześniej czy później muszę jej o tym powiedzieć
- No więc - zaczęłam - Laura, bo tak miała na imię była dla mnie kimś w rodzaju młodszej siostry. Kiedy jeszcze mieszkałem w Krakowie to była moją sąsiadką. Potem wyjechałem do Włoch, mogła mieć wtedy jakieś pięć lat. Jak wróciłem to jej już nie było. Od rodziców dowiedziałem się ze mieli wypadek i Laura najprawdopodobniej nie żyje. To tak w wielkim skrócie ...
- Jesteś tego pewien ?
- Rozmawiałem jeszcze z kobietą która wynajmowała im mieszkanie. Widziała się z jej ojcem. Laury tam nie było. Gdyby żyła to na pewno by się odezwała.
Edyta nie wypytywała mnie już o nic więcej. Tylko rzuciła:
- Może spróbowałbyś coś dowiedzieć się o tym wypadku. Za trzy dni przecież będziesz w Krakowie. Zapomniałeś ?
- Tak - pokiwałem głowa - Kompletnie o tym zapomniałem ...
Byłam, widziałam, przeczytałam i... Kurde, nie wiem co napisać. Przyczepić się nie przyczepię, bo nie dostrzegłam niczego o co mogłabym, a pisać krótki post w stylu "Fajnie. Czekam na więcej", to też nie w moim stylu... Więc cóż... Cieszę się, że coś piszesz, cieszę się, że nasz fandom powoli się odradza, cieszę się, ze Robert też pojawi się w tym opowiadaniu i w ogóle cieszę się. Bo mogę. Oczywiście koniecznie dodaję do linek na obydwu blogach! I czekam na więcej. Po prostu.
OdpowiedzUsuńJak urodzi mi się pomysł na komentarz, to z całą pewnością go dodam.
Asza, ale na drugim koncie ;-)
Dziękuje :)
Usuń